herozone

blog o komiksach i superbohaterach

ZESTAWIENIA

20 najlepszych filmów akcji lat 90-tych.

9. Ronin


„Whenever there is any doubt, there is no doubt. That’s the first thing they teach you.”

Ronin to samuraj bez mistrza. Tutaj takimi samurajami są byli agenci tajnych służb różnych krajów. Po upadku żelaznej kurtyny spadło zapotrzebowanie na szpiegów. Ci których zwolniono zaczęli szukać pracy na czarnym ryku. Aby zarobić na życie podejmują się każdej pracy bez zadawania zbędnych pytań. W filmie mamy plejadę gwiazd kina. Robert De Niro, w jednej ze swoich ostatnich dobrych ról, kiedy mu się jeszcze chciało.Kroku dotrzymuje mu Jean Reno, jak zwykle doskonale pasujący do francuskich klimatów. W rolach drugoplanowych też znakomite nazwiska. Mi najbardziej spodobała się kreacja Natashy McElhone jako Deirdre. Od strony wizualnej film przypomina mi odcinki serialu Kobra 11, ze względu na europejskie krajobrazy i typową środkowoeuropejską jesień. Tylko tutaj wszystko jest na o wiele wyższym poziomie. Pościgi po ulicach Paryża zapierają dech w piersi. Stanowią część opowieści, nie są tylko elementem rozrywkowym samej fabuły.

Świat szpiegów na emeryturze jest bardzo niebezpieczny, za odpowiednią cenę każdy jest w stanie zdradzić każdego. Nie ma przyjaźni, nie ma zaufania. Z kimś z kim współpracowałeś podczas jednego zadania, możesz spotkać się po przeciwnych stronach przy innym zadaniu. W takim świecie ciężko jest zachować optymizm lub czyste uczucia.  De Niro świetnie potrafi oddać to swoją rolą. Sam, bo tak nazywa się jego postać, jest pozbawiony złudzeń co do charakteru swojej pracy. Robi to co musi  i to za co mu zapłacono. Jest po prostu Roninem. No i jest to jeden z niewielu filmów, w których Sean Bean nie umiera na ekranie.

8. Wróg publiczny


„If you live another day I will be very impressed.”

Każdy z nas zna kogoś, kto uważa że jesteśmy 24 godziny na dobę szpiegowani. W dzisiejszych czasach , takie stwierdzenie już nie wydaje się być dziwaczne. Will Smith odtwarza prawnika, który znajduje się w nieodpowiednim miejscu o nieodpowiednim czasie i staje się celem NSA, czyli praktycznie wszechmocnej rządowej agencji. Jej pracownicy niszczą życie głównego bohatera po kawałku, znajduje on pomoc u paranoicznego samotnika, który okazuje się nie być aż tak paranoiczny.  Film jest bardzo przyzwoitym kryminałem, przypomina mi filmy z lat 70-tych, gdzie główny bohater miał przeciw sobie wszechwładną machinę polityczną. Tutaj dodatkowo mamy wykorzystywanie najnowszych zdobyczy techniki w celu niszczenia Bogu ducha winnego człowieka. W rolach drugoplanowych, czy też epizodycznych występują znakomici aktorzy. Wiecie, tacy których znacie z widzenia, ale za nic nie wiecie jak się nazywają. Filmowcy poprosili o współpracę prawdziwe NSA, ale ta agencja grzecznie odmówiła współpracy. Dzisiaj w epoce social media, coś takiego jak prywatność zaczyna zanikać, każdy pokazuje całe swoje życie, każdemu. Nawet jeśli ten ktoś tego nie chce. Jednak wszelkie informacje dotyczące nas samych są tak łatwe do zdobycia, to może jednak warto zaklejać kamerki w laptopach?

7. Bez twarzy


„When all else fails – fresh tactics!”

John Woo jest wielkim reżyserem akcji. Ma własny styl, własnych aktorów i własne tematy. Jego filmy, zwłaszcza te z Hong Kongu są bardzo specyficzne i nie każdemu przypadną do gustu. Tam gdzie amerykanie stawiają na rozmach  i efekty specjalne, Woo interesuje się rozterkami bohaterów i skupia się na opowiadaniu historii. A w tym filmie jest ona tylko pretekstem do popisów Nicka Cage’a i Johna Travolty. Sama fabuła jest tak niedorzeczna, że aż zabawna. Bandzior i ścigający go policjant dosłownie zamieniają się twarzami.  No bzdura, nie? No, właśnie nie. Woo zrobił co mógł i z kretyńskiego scenariusza wycisnął znośny film. Jest akcja, są gołębie, które dla Woo, tym czym Sam L. Jackson dla Tarantina. Aktorsko, jest zabawnie Cage gra Travolte grającego Cage’a,  i odwrotnie, chyba? Bardzo łatwo się można pogubić. To najbardziej autorski film Johna Woo nakręcony w Stanach, nie było nacisków studia, nie było konfrontacji z aktorami, na planie MI2 między Woo a Tomem Criuse`m podobno działy się dantejskie sceny. Pomimo karkołomnej fabuły, film ogląda się przyjemnie i jest to świetna rozrywka. A co z Johnem Woo? Nakręcił jeszcze kilka filmów w USA i wrócił do Chin, gdzie nadal kręci świetne filmy. Jego styl jest obecny w wielu amerykańskich filmach, jednak przeniesienie jeden do jednego nie sprawdziło się. Poza tym inaczej pracuje się w Azji, a inaczej w Hollywood.

Pages ( 5 of 7 ): « Poprzednia 1234 5 67Następna »

LEAVE A RESPONSE

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Komiksami i superbohaterami interesuję się od dziecka. Postanowiłem rozwijać swoją pasję oraz dzielić się nią z innymi. W ten sposób powstał projekt Herozone. Zapraszam do lektury, do komentowania i do wspólnego delektowania się światem superbohaterów.