herozone

blog o komiksach i superbohaterach

RECENZJE

Chrononauci – recenzja

Można mieć mieszane uczucia po lekturze tego komiksu, którego autorami są Mark Millar i Sean Murphy, a wydanego u nas przez Nonstopcomics. Jeżeli potraktujemy go jako przykład opowieści z gatunku science fiction, to jest to straszna historia. Bez logiki i jakiekolwiek zakotwiczenia choćby w podstawach fizyki lub innej dziedziny nauki. Podróże to temat skomplikowany i pełen paradoksów, a autorzy w ogóle nie zawracali sobie takimi szczegółami głowy. Natomiast jeżeli potraktujemy to jako awanturniczą opowieść o bardzo pulpowym charakterze, to otrzymamy czystą rozrywkę i rozpierduche na przestrzeni wieków. Co wybierzecie, to już wasza sprawa.
Fabuła opowiada, co by się stało, gdyby dwóch dupkowatych naukowców geniuszy, którzy w gruncie rzeczy są dobrymi ludzi, mogli bezkarnie mącić we wszystkich możliwych erach historycznych. Od prehistorii, aż do pierwszych dziesięcioleci XX wieku.

CZYTAJ TAKŻE: Zabij albo zgiń. Tom 1-3 – recenzja

A na co komu logika?

Jeżeli zmęczeni jesteście przesadnie naukowym podejściem do tematu podróży w czasie, to poczujecie wielką ulgę. Nie ma tutaj jednego słowa o trudnych decyzjach, paradoksach, konsekwencjach takich wypraw. Są za to dinozaury goniące F-16, średniowieczni rycerze w czołgach i mnóstwo akcji. Nawet czasem za dużo jak na tak krótką serię. Mark Millar postanowił odpocząć od krwawych opowieści, marvelowskich bohaterów i swojego własnego uniwersum. W Chrononautach napisał bardzo lekką i szybką historyjkę, z bardzo sztampowymi bohaterami, fajnymi tekstami i pościgami.

Moim zdaniem nie ma w tym nic złego. Czyta się to fajnie i czas szybko mija. Nie jest to wybitne dzieło, które zapisze się w annałach komiksu złotymi zgłoskami, ale nie jest też to najgorszy komiks, jaki czytałem w tym roku. Mimo cieniutkiej jak kawa w przydrożnym barze  fabuły bawiłem się świetnie. Millar pokazuje, że można bawić się podróżami w czasie, bez przywiązywania wagi do naukowego bełkotu. A wszystkie błędy można rozwiązać jednym zabiegiem, jakim to oczywiście nie zdradzę.

CZYTAJ TAKŻE: The Black Monday Murders.Tom 1 – recenzja
W komiksie czuć klimat awanturniczych przygód bohaterów filmów i seriali z lat 60 i 70. Ba, czytając niektóre fragmenty, nasuwały mi się obrazy z serialu Drużyna A. Wyczułem podobny klimat, bardzo pulpowy, jak już wspomniałem. Millar bawi się konwencją i jego bohaterowie robią wszystko, co jest zabronione w większości opowieści o podróżowaniu w czasie. Oni po prostu dobrze się bawią. A co ważniejsze ja też dobrze się bawiłem.

Carpe diem – chwytaj dzień

Główni bohaterowie bawią się na całego, napotykają kłopoty, ale i tak mają masę dobrej zabawy. Prosty i lekki scenariusz uzupełniony jest dobrymi ilustracjami Seana Murphy, który popuścił wodze fantazji i narysował sugestywne i miłe dla oka sceny duże i małe. Są dinozaury, czołgi, gangsterzy i do tego często na jednym panelu. Jeżeli to nie jest rozrywka, to już nie wiem, co jest.

Jeżeli ten komiks ma nieść za sobą jakikolwiek morał, to taki, żebyśmy każdego dnia żyli pełnią życia i nie baczyli na konsekwencje, a życie jakoś się ułoży. Czy się martwimy, czy nie to, co ma być i tak będzie.

CZYTAJ TAKŻE: Pieśń Otchłani-recenzja

Polecam go wszystkim tym, którzy chcą odpocząć przy lekkiej lekturze i zimnym piwku w upalny dzień. Moim zdaniem to bardzo miły sposób spędzenia wolnego popołudnia. Komiks jest dobry, akcja szybka, a rysunki przyjemne.

LEAVE A RESPONSE

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Komiksami i superbohaterami interesuję się od dziecka. Postanowiłem rozwijać swoją pasję oraz dzielić się nią z innymi. W ten sposób powstał projekt Herozone. Zapraszam do lektury, do komentowania i do wspólnego delektowania się światem superbohaterów.