herozone

blog o komiksach i superbohaterach

RECENZJE

Daredevil.Nieustraszony.Tom 6-recenzja

daredevil 6 okładka

Nadszedł ten czas, kiedy trzeba powiedzieć Edowi Brubakerowi: do zobaczenia i dzięki za wszystko. Po prawie 40 zeszytach zakończył on swój run Daredevila. Moim zdaniem cały czas trzymał równy poziom. Jego wizja DD jest bardziej osadzona w naszej rzeczywistości,  pojawiający się złoczyńcy tacy jak Kingpin, Lady Bullseye są wiarygodni i można się ich bać (ale tylko trochę, w końcu to tylko komiksy).

CZYTAJ TAKŻE: Daredevil. Tom 5 – recenzja

Zwieńczeniem jego pracy jest 6 tom zbiorczy z przygodami Matta Murdocka. Brubaker kontynuuje umartwianie Daredevila i zsyła na niego wszelkie możliwe kłopoty. Dla niektórych czytelników może to być nużące, jednak jest w tym konsekwencja a pojawiające się przeciwności losu nie są przypadkowe, lecz tworzą zgrabną oś fabuły.

Panie mają pierwszeństwo

Pomimo tego, że to Daredevil jest głównym bohaterem, to na pierwszy plan wysuwają się głównie postaci kobiece. Jest tutaj sporo kobiet, których postaci są ważne dla przebiegu fabuły, począwszy od otaczających Matta przyjaciółek, takich jak Dakota North, po jedną z głównych przeciwniczek — Lady Bullseye oraz jego żonę.

daredevil 6-1

Daredevil zawsze był uwikłany w rozmaite związki damsko-męskie.  W tym tomie jego życie uczuciowe ma bardzo duży wpływ na rozwój wydarzeń. Brubaker potrafi doskonale pokazywać zawiłości kobiecej natury oraz jednocześnie tworzyć silne postaci. Co pokazał już w Velvet, Fatale oraz innych swoich komiksach.

CZYTAJ DALEJ: Daredevil. Nieustraszony. TOM 4-recenzja

Swoje bohaterki pokazuje bez uprzedzeń, uproszczeń, są one pełnokrwistymi postaciami, które często radzą siebie ze skomplikowanymi i stresowymi sytuacjami lepiej niż mężczyźni.

Diabeł tkwi w szczegółach

To, co moim zdaniem wyróżnia run Brubaker/Lark spośród innych to niesamowita symbioza scenariusza z ilustracjami. Od początkowego panelu z ich pierwszego zeszytu, gdzie widzimy Hell’s Kitchen w deszczu, aż po ostatni kadr z uśmiechniętym Mattem Murdockiem, każda strona jest doskonała.  Klimat, jaki tworzy to połączenie sprawia, że miałem wrażenie, że czytam coś wyjątkowego. Co jest w przypadku komiksów superbohaterskich wrażeniem równie przyjemnym, co rzadkim. Podobne wrażenie miałem podczas czytania tomów Punishera MAX.

daredevil-6-2.jpg

Oba tytuły ukazywały się w mniej więcej tym samym czasie i mają ze sobą dużo wspólnego. Po pierwsze starają trzymać się jak to tylko możliwe najdalej od głównego nurtu marvelowskiej rzeczywistości. Jeżeli pojawiają się inne postaci znane z kart komiksów, to tylko dlatego, że mają one ważną rolę do odegrania, jak np. Nick Fury w przypadku Punishera lub Iron Fist i Luck Cage w Daredevilu.

CZYTAJ TAKŻE: Punisher max. Tom 5-recenzja

Po drugie obaj bohaterowie toczą walkę ze złem napędzaną negatywną energią traumatycznego przeżycia z przeszłości. Przez co mało kto jest w stanie zrozumieć sposoby ich postępowania, system wartości oraz wybory, jakie podejmują, by osiągnąć swój cel.

Z tego powodu bardzo ciekawie wypada ich wspólne spotkanie we wcześniejszym tomie przygód Matta Murdocka. Pomimo wielu podobieństw, każdy z nich wybrał drogę postępowania, która dla drugiego jest nie do przyjęcia. Dla Franka Castle’a Daredevil używa półśrodków i nie rozwiązuje żadnych problemów, a dla Matta Punisher jest maniakalnym zabójcą.

CZYTAJ TAKŻE: Antybohaterowie – dlaczego są tak popularni?

Brubaker używa małych detali, takich jak pojedyncze zdania lub słowa, by zbudować nastrój sceny, lub szybko przedstawić jakąś postać. Nawet postać Owla, moim zdaniem bardzo archaicznego i w dzisiejszych czasach śmiesznego przeciwnika, zamienia w groźnego, socjopatycznego przestępcę.

Słowo i obraz

Głównym elementem napędzającym akcję są dialogi stworzone przez Brubakera, Lark uzupełnia je realistycznymi, momentami przypominającymi fotografie ilustracjami. Powaga scen jest podkreślana delikatną paletą barw, mało tutaj mamy jaskrawych kolorów, za to często stosowany jest cień lub półcień.

500 variant

Postaci są rysowane w sposób oszczędny, bez zbędnego nagromadzenia szczegółów,  wszystko to sprawia, że czytelnik skupia się na fabule i z zainteresowaniem śledzi wszystkie zwroty akcji, jednocześnie podziwiając ilustracje i chłonąc ich klimat.

Komiks jest, krótko mówiąc, wyjątkowy pod każdym względem. Jest przykładem tego, jak Marvel w pierwszej dekadzie XXI wieku pozwalał autorom tworzyć własne wizje, czasem ryzykowane i niepasujące do superbohaterowskiego rozdmuchanego pełnego eksplozji i pościgów komiksu. Warto znać tę historię Daredevila i warto mieć ten komiks na półce, gdyż na pewno nie jest to lektura jednorazowa.

Za udostępnienie egzemplarza do recenzji dziękuję wydawnictwu Egmont.

 

LEAVE A RESPONSE

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Komiksami i superbohaterami interesuję się od dziecka. Postanowiłem rozwijać swoją pasję oraz dzielić się nią z innymi. W ten sposób powstał projekt Herozone. Zapraszam do lektury, do komentowania i do wspólnego delektowania się światem superbohaterów.