herozone

blog o komiksach i superbohaterach

RECENZJE

Ex Machina. Tom 2-recenzja

11696151o

Nie łatwo  jest jest być burmistrzem Nowego Jorku. Zwłaszcza gdy kiedyś było się superbohaterem, taki los spotkał Mitchela Hundreda. Inżyniera, który podczas niefortunnego wypadku zyskał moc rozmawiania i komunikowania się z urządzeniami elektronicznymi.

CZYTAJ TAKŻE: Ex machina. Tom 1-recenzja

Feralnego dnia 11 Września 2001 roku udało mu się uratować jedną z wież przed upadkiem, powstrzymał samolot, który miał w nią uderzyć, z miejsca stał się bohaterem całego Nowego Jorku. Postanowił kandydować na fotel burmistrza i wybory wygrał. A teraz jako skromny urzędnik miejski próbuje ułatwić życie innym mieszkańcom jednak nie jest to tak łatwe jak mogłoby się wydawać.

Jako bezpartyjny ideowiec został wrzucony między wiry bardzo sporej maszyny politycznej. Z jednej strony są partie, które chcą osiągnąć swoje cele, z drugiej strony są niezadowoleni mieszkańcy, a z trzeciej grupy różnych ludzi, którzy próbują wywrzeć na nim pozytywną  dla nich decyzję. Pojawia się także tajemniczy wróg, jak i zagrożenie terrorystyczne.

CZYTAJ TAKŻE: Daredevil. Nieustraszony. Tom 6-recenzja

Miasto, które nigdy nie śpi

Nowy Jork To mieszanka wielu kultur, wielu narodowości i wielu religii.  Konflikty więc są nieuniknione, jest wiele napięć między różnymi grupami. A nasz burmistrz musi sobie z tym radzić. W tym tomie ma do czynienia między innymi z zagrożeniem terrorystycznym, z protestującymi przeciwko wojnie w Iraku oraz musi sobie poradzić z wrogiem, który bezpośrednio wiąże się z jego przeszłością jako superbohaterem.

Brian K Vaughan doskonale radzi sobie z pisaniem skomplikowanych postaci, politycznych intryg i tego typu sytuacji, ale o tym już  wcześniejszych jego prac. Opisywane przez niego posiedzenia rady miejskich, przesłuchania w sądzie wszystko to pisane jest w taki sposób, że wydaje się bardzo ciekawe i interesujące dla czytelnika. Doskonale zachowana jest proporcja między akcją, jaka musi być w komiksie superbohaterskim a takim przecież  jest Ex Machina, a z drugiej strony political-fiction, czyli takim House of Cardes na poziomie lokalnym w Nowym Jorku.

Fabuła jest dynamiczna, postacie ciekawie naszkicowane, a wszystko to prowadzi nas dalej z każdym dniem do większych ważniejszych wydarzeń, o których mogliśmy zapomnieć, a które okazują się ważne. Mitchell musi sobie poradzić z wieloma wewnętrznymi sporami w jego otoczeniu. Otaczają go ludzie o różnych poglądach, chcą oni wymusić  nim załatwienie wielu spraw, aby było to po ich myśli. On natomiast kieruje się własnym kompasem moralnym, za co często mu się obrywa.

Harris Ex Machina

Jednak komiks ten nie byłby tym czym jest bez wspaniałych ilustracji Harrisa. Jest on znany ze swojej techniki, która polega na rysowaniu ze zdjęć i dobieraniu modeli do każdej z postaci. Jest to bardzo ciekawe rozwiązanie, ponieważ daje mu możliwość rysowania bardzo wielu wyrazów twarzy i emocji swoich postaci, co także dobrze wpływa na narrację i opowiadają historię.

Kolory, jakich używa są bardzo delikatne, pastelowe. Co więcej, technika ta pozwala na dynamiczne przedstawienie nawet bardzo statycznych sytuacji na przykład wspomnianych już posiedzeń czy przesłuchania w sądzie, w ten sposób nawet bardzo nudne wydarzenia nie nużą czytelnika i dają możliwość pełnego czerpania satysfakcji z poznawania historii.

Sam wśród obcych

Ex Machina to bardzo ciekawe połączenie political-fiction z komiksem superbohaterskim, jednak nie znajdziemy tutaj latających w piżamach facetów z wielkimi klatami, ani kobiet w obcisłych strojach eksponujących ich wdzięki na wysokości klatki piersiowej i bioder. Mamy tutaj natomiast inteligentną zabawę konwencją, odpowiedź na pytanie, co by było, gdyby superbohater wziął się za politykę.

Musiałbym oczywiście zmienić swoje postępowanie nie można każdego przeciwnika politycznego walić pięścią prosto w ryj.  Brian K Vaughan, stara się odpowiedzieć na pytanie co by było, gdyby zwykły facet obrażony troszkę innymi umiejętnościami niż przeciętny obywatel zasiadł za sterami dużego miasta, jak by to wpłynęło na funkcjonowanie zarówno całej metropolii, jak i tego człowieka.

Ktoś, kto zupełnie jest pozbawiony doświadczenia w polityce działa w sposób bardziej uczciwy i bardziej praktyczny oraz przynoszący więcej korzyści niż banda polityków, która działa do tej pory. Dlaczego tak się dzieje, na  to próbuję odpowiedzieć autor. Prawdopodobnie dlatego, że Mitchell nie jest uwikłany w żadne układy i interesuje go tylko dobro mieszkańców. I to sprawia, że wpada we wszystkie swoje kłopoty.

Drugi tom tak samo, jak pierwszy czyta się praktycznie jednym tchem, nie mamy tu jakiegoś dużego przeciwnika. Główny villan pojawia się pod koniec, jednak zapowiada się, że trzeci tom będzie jeszcze ciekawszy i jeszcze lepiej będzie się go czytać. Jest to lektura obowiązkowa dla każdego fana komiksu superbohaterskiego, jaki political-fiction, oraz każdego fana dobrej lektury.

Za udostępnienie egzemplarza do recenzji dziękuję wydawnictwu Egmont.

LEAVE A RESPONSE

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Komiksami i superbohaterami interesuję się od dziecka. Postanowiłem rozwijać swoją pasję oraz dzielić się nią z innymi. W ten sposób powstał projekt Herozone. Zapraszam do lektury, do komentowania i do wspólnego delektowania się światem superbohaterów.