herozone

blog o komiksach i superbohaterach

RECENZJE

Transmetropolitan. Tom 1-recenzja

transmetropolitan okładka

Scenariusz: Warren Ellis

Rysunki: Darick Robertson i Rodney Ramos

Tłumaczenie: Krzysztof Uliszewski

Wydawca: Vertigo/Egmont

Premiera: 18 kwiecień 2018

Transmetropolitan to przykład doskonałego komiksu dystopicznego, stworzonego przez scenarzystę Warrena Ellisa i rysownika Daricka Robertsona. Dostarcza czytelnikowi rozrywkę, zmusza do przemyślenia wielu tematów, które porusza, a przede wszystkim czegoś nas uczy.

8975452oGłówny bohater to Pająk Jeruzalem, szalony dziennikarz, który pięć lat przed rozpoczęciem naszej opowieści opuścił wielkie miasto i osiedlił się w górach. Kiedy go poznajemy po raz pierwszy, wygląda jak Allan Moore. Jego długie włosy i broda są w straszliwym nieładzie, brakuje tylko posągu boga węża. Właśnie dowiaduje się od swojego wydawcy, że musi napisać dwie książki, by wywiązać się z kontraktu. Nie jest z tego faktu zadowolony. Szczerze mówiąc, to mało, z czego jest zadowolony. Wraca do miasta, doprowadza się do względnego porządku, przypomina przez chwilę Granta Morrisona z łysą głową i bierze się do pracy.

Cała seria opiera się na tej postaci, wszystko kręci  się wokół jego wyczynów i podejrzanych przygód. Akcja toczy się w niedalekiej przyszłości w wielkim mieście molochu. Jeruzalem nienawidzi swoich czasów, swojego miasta, oraz ludzi i tego, jak traktują innych. Nic dziwnego, że jego rubryka w gazecie nazywa się Nienawidzę tego miejsca. Oczywiste jest, że jest on wzorowany na postaci Huntera S. Thompsona, od jego bardzo subiektywnego i zaangażowanego sposobu pisana, przez przyjmowanie wielkich ilości narkotyków, by lepiej pracować, aż po wygląd fizyczny, też nosi okulary i prawe cały czas pali papierosy. Pająk to dziennikarz, którego misją jest obnażanie obłudy, kłamstwa i fałszu tego świata. Robi to w pełen przekleństw, obelg i osobistych wycieczek sposób. Co oczywiste przysparza mu to wielu wrogów. Przez większość tomu pierwszego towarzyszy mu jego asystentka, Channon. Cierpi ona przez Pająka stałe katusze, ale jest ona jedną z niewielu osób na świecie, na których mu zależy. Nie zdradzając nic z fabuły, para ta przemierza ogromny moloch miasta przyszłości w poszukiwaniu materiałów na artykuły do rubryki Pająka. A że to miasto ma wiele do zaoferowania, to jest o czym pisać.

Wydają się oni być jedynymi, którzy dostrzegają owczy pęd całego społeczeństwa, które jest nieświadome sztuczek, manipulacji i kłamstw władz, ogłupiania przez wszechobecne reklamy i bomby zakupowe — podprogowe transmisje telewizyjne, które rozpakowują się w umyśle podczas snu. Pająk jest wytworem swoich czasów, korzysta z dobrodziejstw rozwoju, ale chętnie rzuciłby to wszystko i wrócił do swojej samotni. Bohaterowie Ellisa odnoszą się do siebie nie jak postaci z literatury, lecz jak ludzie. Nie ma tutaj pchania fabuły do przodu za wszelką cenę. Nie boi się on przerwać opowiadanie jakiejś historii, by pokazać czytelnikowi jakiś szczegół relacji między bohaterami, który uznał za ważny. W wyniku tego otrzymujemy wciągającą lekturę, która nie jest wcale łatwa.

trans1Transmetropolitan skutecznie przedstawia swoich bohaterów jako żywych, oddychających stworzonych z krwi i kości ludzi. Każdy kadr, każda speluna, każda uliczka jest żyjącą częścią wielkiego organizmu. Geniusz tego komiksu tkwi w szczegółach: w niedorzecznych żartach, ostrej satyrze, oraz w momentach chwytających za serce, których jest kilka, pomimo ogromnej wulgarności i brutalności tego tomu. Wszystko to wzbogaca szalone przygody głównych bohaterów. Wrażenie robi też kunszt Robertsona, który jest w stanie upchnąć ogromną ilość detali w każdym panelu, tworząc w ten sposób tętniący życiem obraz wielkiego miasta. Nastrój rysunków bezustannie podkreśla charakter miasta: jest piękne w swej brzydocie i zawsze jest trochę brzydkie, nawet gdy jest ładne. Robertson bawi się doskonale. Przepuszcza scenografię z Blade Runnera przez roztwór narkotyków i dodaje do tego wyciąg z adrenaliny. Kolory potrafią przyprawić o mdłości. Dodatkowo niecodzienna zdolność Pająka do przyciągania ludzi chcących zrobić mu krzywdę, daje Robertsonowi okazję pokazania przemocy, z lubością rysuje połamane nosy, rany postrzałowe i kałuże krwi.

Rysunki dopełnia scenariusz, jest on tak samo zmuszający do przemyśleń, obrazoburczy, pełen złości i pasji co ilustracje. Jeruzalem zna się na dziennikarstwie, a tworzone przez niego artykuły, pełne dziennikarskiego jadu, narkotycznych bełkotów, przekleństw i nie wiadomo jeszcze czego, to coś, co  dziś można znaleźć ewentualnie w komentarzach pod artykułami na portalach internetowych.

Cynizm, pesymizm, samotność ludzi w przyszłości są momentami przytłaczające. Wszystko to służy jako komentarz do naszego świata. Jesteśmy uzależnieni od technologii i informacji. Ciągle jesteśmy w biegu i nie mamy czasu, by zastanowić się, co jest tak naprawdę w życiu ważne. Pająk to wie, on się zatrzymał i wyjechał w góry. Musiał wrócić do miasta, którego nienawidzi, a jednocześnie kocha to brudne, obskurne i najbardziej nieczułe miejsce na ziemi. W głębi duszy Jeruzalem jest dobrym i wrażliwym człowiekiem, reaguje na krzywdę i niesprawiedliwość, tak jak potrafi — albo dając w ryj, albo pisząc artykuł, który ma moc niszczenia ludzi i instytucji.

Podczas lektury śmiejemy się z absurdalnych przygód, karykaturalnych postaci i dziwnego świata, jednak po lekturze (przynajmniej ja tak miałem) długo zastanawiamy się nad tym, co przeczytaliśmy. Nasz świat nie jest tak bardzo różny od Transmetropolitan, technologia jest wszechobecna, światem rządzą korporacje, a my marzymy, by rzucić to wszystko i wyjechać w Bieszczady.

Dziękuję wydawnictwu Egmont za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

 

LEAVE A RESPONSE

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Komiksami i superbohaterami interesuję się od dziecka. Postanowiłem rozwijać swoją pasję oraz dzielić się nią z innymi. W ten sposób powstał projekt Herozone. Zapraszam do lektury, do komentowania i do wspólnego delektowania się światem superbohaterów.